Od dawna słyszymy, że wysoka cena samochodów elektrycznych to kwestia kosztu stworzenia baterii. To się ma zmienić ponieważ największy producent baterii na świecie właśnie potwierdził, że 2026 będzie rokiem masowego wdrożenia technologii baterii sodowo-jonowych. I nie jest to pusta obietnica: umowy są już podpisane, a te akumulatory trafią do samochodów, motocykli oraz systemów magazynowania energii.
Czym te baterie się różnią od litowo-jonowych? Przede wszystkim mówimy o prawdziwej demokratyzacji elektromobilności. Podczas gdy lit jest surowcem rzadkim i geopolitycznie problematycznym, sód to przecież sól. Jest powszechnie dostępny, tani w wydobyciu i co najważniejsze – niezależny od napięć handlowych, które tak bardzo niepokoją Europę i Stany Zjednoczone. Przez długi czas wiele marek flirtowało z sodem jako alternatywą dla litu. Mercedes rozważał go nawet jako system magazynowania energii dla elektrycznej Klasy G, choć ostatecznie porzucono ten pomysł.
Bateria, która nie boi się zimna

Fot. Tesla
Baterie sodowe nie ma być bezpośrednim zastępstwem dla akumulatorów opartych na licie oraz coraz popularniejszych LFP. ich zastosowanie jest inne. Głownie dlatego, że mają niższą gęstość energetyczną, ale wygrywają miażdżąco w dwóch kluczowych aspektach, w których lit wypada słabo. Chodzi tutaj o niskie temperatury oraz bezpieczeństwo. Dzięki zastosowaniu sodu baterie te mogą działać normalnie w bardzo szerokim zakresie temperatur – od -40°C do 70°C.
Akumulator sodowy CATL potrafi zachować ponad 90% swojej wydajności przy -20°C, co dziś dla wielu kierowców jest informacją z pogranicza science fiction. Dodatkowo są one znacznie bardziej stabilne termicznie. Innymi słowy, ryzyko, że samochód po wypadku zamieni się w płonący stos, jest znacznie mniejsze.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Chińczycy dosłownie wystrzelili baterię z samochodu. Film stał się viralem
Nie tylko baterie

Fot. Mercedes
CATL planuje wprowadzenie takich baterii nie tylko do samochodów. Będziemy mogli jest zobaczyć także w:
- małych miejskich samochodach, które nie potrzebują dużego zasięgu,
- jednośladach,
- magazynach energii.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy samochody elektryczne będą napędzane solą?
Elektryk za 60 tysięcy
Choć jeszcze dokładnie nie wiadomo jak baterie sodowe wpłyną na ostateczną cenę samochodów, to szacuje się, że baterie te są o 30 – 40% tańsze w produkcji niż obecne LFP (litowo-żelazowo-fosforanowe). Po przeliczeniu mogłoby to wreszcie umożliwić pojawienie się samochodów elektrycznych z sensownym zasięgiem i mocą rzędu 100–136 KM w cenach około 15 000–18 000 euro przed dopłatami. Ceny na tym poziomie w końcu mogłyby sprawić, że samochody elektryczne zaczęłyby być konkurencyjne ekonomicznie.
Warto również dodać, że CATL cały czas pracuje także nad innymi technologiami. Niedawno Chińczycy zaprezentowali w Europie akumulator LFP zdolny przejechać ponad 1 milion kilometrów w trakcie swojego cyklu życia. Równolegle badają baterie ze stałym elektrolitem, choć – podobnie jak reszta branży – napotykają ten sam problem: produkcję na dużą skalę.
