Wiele osób narzeka dziś na wysokie ceny samochodów w salonach – nie tylko elektrycznych, ale także spalinowych. Nie ma się co dziwić, w porównaniu do 2008 roku, po uwzględnieniu inflacji oczywiście, nowe auta od segmentów A do C są droższe o co najmniej 10%, a trzeba też pamiętać, że tych aut na rynku jest coraz mniej.
Rzecz jasna większość konsumentów nie przelicza inflacji, więc porównanie jest jeszcze bardziej druzgocące, a całość przyśpieszyła w ostatnich kilku latach, gdzie względem początku 2020 roku, niektóre auta podrożały o 50%.
Złe wieści

fot. Volkswagen
Niestety jednak nie nic nie zapowiada, aby miało dość do korekty cen i jakiejkolwiek ulgi dla kupujących. W wywiadzie dla niemieckiego dziennika Handelsblatt prezes Stowarzyszenia Dealerów Volkswagena i Audi, Alexander Sauer-Wagner, jasno stwierdził, że ceny nie tylko się nie ustabilizują, a wręcz nadal będą rosły.
Szef stowarzyszenia zaznaczył przy tym, że wzrost cen nie wynika przekłada się przy tym na większe zyski marek. Obecne trendy na rynku spowodowane są potrzebą kompensowania kosztów produkcji, które stale rosną.
„Obserwujemy coraz większą presję cenową, podczas gdy koszty rosną. Wzrost stóp procentowych, wyższe koszty energii i pracy oraz narastająca biurokracja obciążają dealerów samochodowych. Dziś pracujemy więcej, dokumentujemy więcej, informujemy więcej, ale na końcu zostaje nam mniej” – stwierdził Niemiec.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Volkswagen w kryzysie. Deficyt może spowodować opóźnienia ważnych premier
Problemy i nadzieje Volkswagena

Fot. Volkswagen
Zdaniem prezesa stowarzyszenia dealerów Volkswagen osiągnął 20% udziału w niemieckim rynku, jednak istotnym problemem może być fakt, że zaciera się różnica pomiędzy ceną, a jakością u Volkswagena i Audi. To może spowodować, że coraz częściej ludzie będą sięgać po tę pierwsza markę.
Dodatkowo Sauer-Wagner pokłada spore nadzieje w wyczekiwanym Volkswagenie ID. Polo. Niemiec liczy, że auto będzie przełomem dla marki i zapewni jej znaczący wolumen sprzedaży. Przypomnijmy, że będzie to miejski samochód elektryczny, którego cena startowa wyniesie 25 000 euro. W Polsce to powinno być nieco ponad 100 000 zł, więc o ile nie będzie to najtańszy elektryk na rynku, to jednak zdecydowanie powinien plasować się w gronie tych najbardziej cenowo przystępnych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Najtańszy elektryk Volkswagena. Ma fizyczne przyciski i tryb retro