Plan był prosty: pokazać światu, że mają jednego z najlepszych 4×4 na planecie i powtórzyć wyczyn Range Rovera sprzed kilku lat. Efekt? Daleki od oczekiwań.
Wejście smoka…
Aby zrozumieć skalę dramatu musimy zajrzeć na słynną górę Tianmen, na którą prowadzi kolejka lub też bardzo kręta droga mająca 99 zakrętów zwieńczona „Schodami do nieba” – wejściem złożonym z 999 stopni.
To popularna atrakcja turystyczna Chin, a także miejsce kręcenia licznych kampanii reklamowych. Najgłośniejszy był wyczyn Land Rovera, który chciał udowodnić w 2018 roku, że Range Rover Sport jest pełnokrwistą terenówką. Dlatego tez brytyjska marka spróbowała wjechać po tych schodach swoim samochodem, co nie jest łatwym zadaniem. Pojazd miejscami ma 45 stopni nachylenia, a sam fakt jazdy po schodach znacząco zmniejsza przyczepność i jeszcze mocniej utrudnia zadanie.
Tak czy inaczej Range Rover z blisko tysiącem schodów sobie poradził i Chińczycy chcieli pokazać, że oni też potrafią, zwłaszcza, że właśnie z Land Roverem mają spółkę join-venture, która zajmuje się opracowywaniem samochodów na rynek Chiński.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: BYD zadaje kolejny cios Tesli. Chiński sprint technologiczny
Im dalej w las, tym więcej schodów
Chery postawiło na swój nowy model Fulwin X3L, który ma być ich flagową terenówką i pojazdem, który rzuci wyzwanie Land Roverowi Defenderowi i Fordowi Bronco. Zresztą, już na pierwszy rzut oka widać, że był nimi bardzo mocno inspirowany.
Pierwsza próba odbyła się we wrześniu i przeszła bez echa – głównie dlatego, że została przerwana w połowie z powodu złej pogody i zbyt śliskiej nawierzchni. Postanowiono dać projektowi drugą szanse i Chery wróciło na górę Tianmen w listopadzie. To podejście jednak zapamiętają wszyscy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Chery planuje ekspansję w Europie. Pomoże im Volkswagen?
Linka była zła, i barierki też były złe…
Po kilku minutach od rozpoczęcia wspinaczki okazało się, że Fulwin X3L ponownie sobie nie poradzi. Tym razem jednak samochód zsunął się ze schodów i z impetem zaliczył spotkanie pierwszego stopnia z zabytkową, kamienną barierką.
Producent oficjalnie twierdzi, że problemem nie były niewystarczające zdolności samochodu, a linka asekuracyjna, która miała się zerwać i wkręcić w jedno z kół, co skutecznie zablokowało napęd Fulvina.
Tak czy inaczej zła opinia poszła już w świat… ciekawe, czy Chińczycy podejmą kolejną próbę żeby pokazać światu, że jednak potrafią. I ciekawe czy władze pozwolą im na kolejne narażanie na szwank światowej sławy atrakcji turystycznej.
