Kiedy toczy się rozmowa o ograniczeniach w rozwoju bezemisyjnego transportu bardzo często pojawia się temat niewystarczającej ilości ładowarek. Głosy o tym, że nie jesteśmy sprostać całemu zapotrzebowaniu na energię pojawiają się zewsząd, jednak mieć one niewiele wspólnego z prawdą.
Philipp Senoner jest CEO firmy Alpitronic, specjalizującej się w stacjach szybkiego ładowania, udzielił obszernego wywiadu portalowi Electrive, w którym nie zgodził się z takimi opiniami. Jego zdaniem sytuacja ma być zgoła odwrotna.
„Co ciekawe, dane pokazują zupełnie inną sytuację: wykorzystanie publicznej infrastruktury szybkiego ładowania w Europie waha się od 2% do 8%. To już nie jest dylemat jajka i kury, lecz wyraźny sygnał, że istniejąca infrastruktura nie jest wystarczająco wykorzystywana. Obecnie jej użycie jest zbyt niskie, aby zapewnić rzeczywistą opłacalność ekonomiczną dla wielu operatorów” – wyjaśnia Senoner.
Rzeczywistość weryfikuje teorie
Dane te stanowią istotne zderzenie z rzeczywistością. Często wskazuje się, że jednym z głównych problemów hamujących rozwój pojazdów elektrycznych jest niewystarczająca infrastruktura ładowania. Tymczasem wygląda na to, że ładowarki mają obecnie zbyt małe obłożenie.
Dlatego Senoner przerzuca odpowiedzialność gdzie indziej twierdząc, że problemem nie jest sieć ładowania, lecz brak wystarczającej liczby pojazdów zeroemisyjnych poruszających się po europejskich drogach.
„Mówiąc wprost, potrzebujemy więcej pojazdów elektrycznych na jeden punkt ładowania. Musimy zdepolityzować debatę i w sposób konstruktywny zająć się nierozwiązanymi kwestiami. Należą do nich infrastruktura ładowania w dużych miastach, czy też lepsze wykorzystanie istniejących miejsc parkingowych”.
Niejasny kurs Europy
Senoner uważa również, że nadszedł czas, aby przestać używać nieuzasadnionych wymówek. „Przeszkody, o których często się mówi, w rzeczywistości nie są tak poważne, jak się wydaje. Tymczasem cała branża potrzebuje stabilnych i perspektywicznych ram regulacyjnych. Ciągłe powracanie do fundamentalnych debat wyczerpuje energię, którą powinniśmy wspólnie inwestować w przemysłową przyszłość Europy”.
Prezes Alpitronic przyznał też, że decyzja Unii Europejskiej o złagodzeniu całkowitego zakazu sprzedaży samochodów spalinowych wysyła niespójne sygnały wszystkim graczom na rynku.„Naszym zdaniem osłabia to jasność długoterminowego sygnału politycznego, zwłaszcza jeśli coraz częściej sięga się po skomplikowane mechanizmy kompensacji pozostałych emisji. Tymczasem stabilne i jednoznaczne ramy regulacyjne są kluczowe dla inwestycji i zaufania do elektrycznych układów napędowych” – zakończył.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: To najdroższy komponent elektryków. Wszystko co trzeba wiedzieć o bateriach NMC i LFP
Populizm ponad logikę

fot. Toyota
W rozmowach na temat elektryfikacji transportu owszem, bardzo wiele mówi się na temat przeszkód i potencjalnych sposobów ich rozwiązania, jednak zdaniem redakcji pomija się kilka istotnych kwestii, a mianowicie to, że samochody elektryczne są droższe niż ich spalinowe odpowiedniki i przy wykorzystaniu publicznych ładowarek, zwłaszcza szybkich, są droższe w użytkowaniu względem paliw kopalnych.
Jeśli mamy mieć więcej samochodów elektrycznych na drogach, a tym samym zapewnić większe obłożenie na ładowarkach, to potrzebujemy tańszego prądu i tańszych samochodów – bazowo. Bo dotacje nie będą trwały wiecznie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ceny aut będą nadal rosły. Tak przynajmniej twierdzi Volkswagen

