Trzy dni za kierownicą chińskiej konkurencji
Jim Farley jest prawdopodobnie najbardziej otwartym spośród wszystkich prezesów tradycyjnych marek motoryzacyjnych, jeśli chodzi o wypowiadanie się na temat chińskiej konkurencji. Wielokrotnie testował pojazdy różnych chińskich producentów i nie szczędził im pochwał, gdy uznał to za stosowne. Tym razem przyszła kolej na hybrydowe pickupy plug-in (PHEV), które bezpośrednio rywalizują z jego Fordem Rangerem.
Farley opisał swoje doświadczenia stwierdzając, że spędził „trzy dni prowadząc LandCruisera 70, Sharka i produkt Great Wall. Są różne. Moim zdaniem to zupełnie inne pojazdy. Shark to ciężarówka, ale jeśli załadujesz 500 kg z tyłu, to nie jest Ranger ani Hilux”. Prezes Forda nie uważa, by grały w tej samej lidze co jego model, ale ma jednocześnie świadomość, że nie każdy kupujący pickupa podchodzi do tego z takim samym nastawieniem.
„Ale dla kogoś, kto nie robi tego na co dzień i szuka elektryfikacji, to całkiem konkurencyjny produkt. Nie rozumiem, jak na nim zarabiają, kiedy go rozkładamy” – stwierdził Farley. Słowa te brzmią tym poważniej, że pochodzą od człowieka, który doskonale zna realia produkcji i kosztów w branży motoryzacyjnej, a który mimo wszystko nie jest w stanie rozgryźć chińskiego modelu biznesowego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kobieta zarabia lepiej niż Jim Farley. Prezes General Motors z potężnymi zarobkami
Cannon Alpha GWM: dobry, solidny, ale bez doświadczenia w „prawdziwej robocie”
Prezes Forda wdał się w szczegółową ocenę modelu Cannon Alpha od Great Wall Motors: „Great Wall to bardzo konkurencyjny produkt. Rozmawiałem z wieloma klientami obu marek i są to bardzo dobrze poinformowani klienci. Warto jednak zauważyć, że nie produkują pojazdów takich jak nasz Ranger czy Hilux od dziesięcioleci, więc nie dysponują całą wiedzą na temat podwozi, zdolności holowniczych i ładowności ani całym doświadczeniem”.
Z tego powodu Farley jest przekonany, że chińscy producenci „nie mają dostępu do wszystkich dostawców adaptacji, przez co startują z poważną stratą”. Mimo to opisuje Cannon Alpha jako „dobry, solidny i konkurencyjny produkt”. To znacząca ocena ze strony szefa firmy, której model jest bezpośrednim rywalem na rynku.
Farley przyznaje jednak wprost, że „zdecydowanie woli” Rangera do wykonywania „prawdziwej roboty”. Podobnie jak jest szczery i bezpośredni w chwaleniu mocnych stron chińskiej konkurencji, tak samo otwarcie mówi o pozycji swojego modelu: „Nie ma konkurencji. Ale nie wszyscy w Australii kupują Rangera do tego rodzaju pracy, do której go zaprojektowaliśmy. Jest tu wiele różnych typów klientów”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ford będzie współpracować z BYD? Trump musi dać zgodę
Globalny wyścig o segment pickupów średniej wielkości
Mimo że Farley nie uważa chińskich pickupów za równorzędnych rywali w segmencie pojazdów do ciężkiej pracy, wyraźnie widzi nadciągające zagrożenie: „Rzeczywistość jest taka, że… zwłaszcza w przypadku Great Wall, krajobraz konkurencyjny zmienił się całkowicie w ciągu ostatnich trzech lub czterech lat na poziomie globalnym. Średnie pickupy na ramie stanowią globalne źródło zysków, którego szukają wszystkie chińskie firmy, więc potrzebujemy naszych najlepszych i najzdolniejszych ludzi”.
Nie jest to pierwsza tego rodzaju opinia na temat chińskich pickupów wygłoszona przez kogoś związanego z zagraniczną marką motoryzacyjną. Portal Drive przywołał słowa Kaoru Sawase, inżyniera Mitsubishi, wypowiedziane kilka miesięcy wcześniej: „Mogą wjeżdżać na wzniesienia, ale nie przez długi czas. Przez chwilę jadą pod górę, ale potem się zatrzymują – uruchamia się system ochronny. Moje wrażenie jest takie, że rozwój zelektryfikowanych pojazdów terenowych to prawdziwe wyzwanie”.
Sawase jednak, podobnie jak Farley, dostrzegał też to, co chińscy producenci robią dobrze: „Z drugiej strony, mamy wiele do nauczenia się od chińskich producentów w tym sensie, że dopóki nie aktywuje się system ochronny, osiągi silnika elektrycznego sterującego kołami są całkiem dobre… Musimy się tego nauczyć”. Obaj menedżerowie kreślą więc spójny obraz: chińskie hybrydowe pickupy nie są jeszcze w stanie dorównać zachodniej konkurencji w najtrudniejszych warunkach, ale tempo ich rozwoju i atrakcyjność cenowa każą tradycyjnym producentom uważnie śledzić każdy ich krok.