Nazwa Foxconn większości z was może nic nie mówić, ale zdecydowana większość ma w domu jakiś sprzęt tej tajwańskiej firmy, która produkuje praktycznie dla każdego. Foxconn robi iPhone’y dla Apple, płyty główne dla Intela, telefony dla Motoroli, podzespoły do wielu urządzeń Sony w tym konsoli PlayStation, czy też komputery dla Della i HP. A to zaledwie drobny wycinek dla listy ich klientów.
Foxconn już od jakiegoś czasu planuje wejść na rynek samochodów elektrycznych. Co prawda jest na nim jako poddostawca m.in. ekranów dla Tesli, jednak im marzy się pełnoprawna marka. Firma próbowała kupić Nissana w związku z ich kryzysową sytuacją, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło. Pewnie dlatego, że Japończycy byli zbyt dumni, żeby oddać stery komuś innemu. Okazuje się jednak, że Tajwańczycy mają plan B.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Chiny odkrywają wielkie złoże litu w Tybecie. Obniży ceny baterii?
Najpierw auto dla Mitsubishi

Fot. Foxtron
Mowa tutaj o prototypie Foxconn Model B, który ma być bazą dla elektrycznego auta produkowanego przez Mitsubishi, które już w przyszłym roku ma trafić na rynek w Australii i Nowej Zelandii.
Co ciekawe Foxconn robi już własne samochody, ponieważ od 2021 roku wraz z inną tajwańską firmą powołali do życia Foxtron Vehicles. Ich modele oferowane są jednak przede wszystkim na rynku lokalnym. Plany firmy sięgają jednak znacznie dalej i są związane z prototypami, które Foxconn prezentował w ostatnich latach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dlaczego Chiny produkują szybciej niż Zachód?
Kierunek USA

Fot. Foxtron
Wszystko dlatego, że głównym celem tajwańskiego przedsiębiorstwa są Stany Zjednoczone. W tym celu firma kupiła już zakład produkcyjny w Lordstown w stanie Ohio, który przez lata należał do General Motors. Już w 2024 roku zapowiedziano, że w kolejnych latach Foxtron mógłby rozważyć wprowadzenie kompaktowego SUV-a na rynek północnoamerykański, co pozwoliłoby mu zacząć budować swoją pozycję w branży samochodów elektrycznych pod własną marką.
Współpraca z Mitsubishi natomiast jeszcze mocniej urealnia ten cel, zwłaszcza że w Stanach Zjednoczonych ewidentnie brakuje przystępnych cenowo samochodów elektrycznych