W wielu krajach europejskich, w tym w Niemczech, liczba kradzieży samochodów w ostatnim czasie ponownie zaczęła rosnąć. Jednocześnie samochody elektryczne wciąż stanowią jedynie niewielki odsetek pojazdów trafiających na listy skradzionych aut. Dla przestępców są one po prostu mniej atrakcyjnym celem niż tradycyjne modele z silnikiem benzynowym lub diesla.
Na tę zależność zwracają uwagę także przedstawiciele organów ścigania. Henning Hauswald, szef jednostki Soko Kfz w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Saksonii, podkreśla, że zorganizowane grupy przestępcze koncentrują się przede wszystkim na samochodach z napędem spalinowym. Jak tłumaczy, złodzieje działają szybko i nie mogą pozwolić sobie na komplikacje związane z użytkowaniem samochodu elektrycznego. „Złodzieje nie mają czasu na szukanie punktu ładowania” – wyjaśnia Hauswald, wskazując, że auta elektryczne nie pasują do modelu błyskawicznej kradzieży i odsprzedaży.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: 5,6 mln mieszkańców, milion aut elektrycznych. Norwegia z kolejnym wyczynem
Niska popularność ogranicza czarny rynek
Jednym z czynników zniechęcających przestępców jest logistyka. Wiele gangów zajmujących się kradzieżą samochodów działa według sprawdzonego schematu – pojazd skradziony w jednym kraju jeszcze tej samej nocy trafia za granicę. W przypadku samochodów elektrycznych taki scenariusz bywa jednak znacznie trudniejszy do zrealizowania.
Problemem jest przede wszystkim infrastruktura ładowania w części krajów Europy Wschodniej, która wciąż pozostaje ograniczona. W wielu regionach liczba stacji ładowania jest niewielka, a zainteresowanie samochodami elektrycznymi także pozostaje stosunkowo niskie. To sprawia, że takie pojazdy są mniej atrakcyjne na czarnym rynku i trudniej znaleźć na nie nabywcę.
Dodatkowym ryzykiem dla złodziei jest zasięg samochodów elektrycznych. Odległość między miejscem kradzieży a granicą państwa może wynosić setki kilometrów. W praktyce oznacza to, że auto skradzione na przykład w Hesji lub Dolnej Saksonii mogłoby rozładować akumulator jeszcze przed opuszczeniem kraju. Tego rodzaju niepewność logistyczna sprawia, że przestępcy wolą wybierać pojazdy spalinowe.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Elektryczna Toyota Yaris? To całkiem prawdopodobne
Nowoczesna technologia utrudnia kradzież samochodów elektrycznych
Kolejnym elementem, który działa na niekorzyść złodziei, jest technologia stosowana w nowoczesnych samochodach elektrycznych. Wiele z nich wyposażonych jest w zaawansowane systemy lokalizacji, które znacząco ułatwiają odnalezienie pojazdu po kradzieży. Takie rozwiązania nie zawsze są obecne w starszych modelach z silnikami spalinowymi, a nawet w części nowszych aut tego typu.
Z tego powodu zorganizowane grupy przestępcze częściej koncentrują się na samochodach o wysokiej wartości z tradycyjnym napędem. Takie pojazdy łatwiej sprzedać za granicą albo rozebrać na części, które następnie trafiają do nielegalnego obrotu. Dla przestępców oznacza to większą przewidywalność i szybszy zysk.
Niektóre modele elektryczne posiadają także dodatkowe zabezpieczenia utrudniające uruchomienie pojazdu. Przykładem są samochody marki Tesla, które mogą być wyposażone w system wymagający podania kodu PIN przed rozpoczęciem jazdy. Tego typu rozwiązania jeszcze bardziej komplikują proces kradzieży i sprawiają, że – przynajmniej na razie – samochody elektryczne pozostają dla złodziei znacznie mniej atrakcyjnym celem niż tradycyjne auta spalinowe.