Rynek samochodów elektrycznych zmienia się jak w kalejdoskopie. Od początkowej niechęci przeszliśmy do totalnej euforii w okolicach 2022 roku, a teraz mamy stagnację. To natomiast doprowadziło do tego, że strategie producentów zmieniają się o 180 stopni – m.in. tak jest w Mercedesie.
Sam prezes Ola Källenius zapewniał, że do 2025 roku 50% sprzedaży firmy będą stanowić samochody w 100% elektryczne, a do 2030 roku – większość. W dalszej perspektywie marka ogłosiła, że do 2030 roku cała jej gama modelowa będzie „zeroemisyjna”. Teraz jednak marka wycofuje się ze swoich deklaracji.
Mercedes nawołuje do dalszych zmian

fot. Mercedes
Niedawno prezes niemieckiej marki w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika Der Spiegel przyznał, że pozytywnie ocenia zapowiadaną elastyczność ze strony Komisji Europejskiej w kontekście samochodów spalinowych. Jego zdaniem ten niewielki „krok wstecz” może stanowić istotne wsparcie dla producentów.
Według Källeniusa dekarbonizacja nadal jest przyszłością motoryzacji, ale nie koniecznie za sprawą samochodów elektrycznych „Prawdopodobnie żadna inna branża nie zainwestowała tak wiele w dekarbonizację jak my. I nadal to robimy, mimo że popyt na samochody elektryczne nie jest nawet w przybliżeniu tak wysoki, jak sądzili politycy i przedsiębiorstwa. Naszym wspólnym celem jest neutralność klimatyczna, ale nie zgadzamy się co do metody”.
Niemiec dodał również, że choć to dobrze, że KE zniosła zakaz sprzedaży samochodów spalinowych, to jednak przepisy w obecnym kształcie nie jest tym, czego spodziewała się branża. „Narzucanie konsumentom, co mają myśleć i czego mają chcieć w określonym czasie, nie doprowadzi do wzrostu, lecz do kurczenia się rynku”. Prezes wzywa do otwartej dyskusji w tym temacie z udziałem przedstawicieli branży motoryzacyjnej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Elektryczne to za mało”. Mercedes nadal stawia na wodór
Zagrożenie dla rynku wtórnego

fot Mercedes
Jednym z problemów jaki dostrzega Källenius jest próba przymuszania przedsiębiorców do korzystania z pojazdów elektrycznych. Zwyczajowo samochody flotowe wykorzystywane są przez około dwa lata, a potem trafiają na rynek wtórny. Zdaniem prezesa Mercedesa może to doprowadzić do nadpodaży aut elektrycznych i znaczącego spadku ich wartości na rynku wtórnym, co automatycznie doprowadzi też do załamania się popytu na nowe pojazdy.
Na zakończenie Källenius zaapelował o większą elastyczność ze strony UE i pozostawienie decyzji rynkowi oraz klientom. Jego zdaniem surowe regulacje oparte na obowiązkach i sankcjach mogą zagrozić sile gospodarczej Europy. A słaba gospodarka na pewno nie przyśpieszy kosztownej dekarbonizacji.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Audi przyzna się do porażki? Możliwy powrót R8