Bruksela ogranicza wsparcie dla biopaliw, które niosą za sobą wysokie ryzyko środowiskowe. Już od 2019 roku unijne regulacje klasyfikowały olej palmowy jako surowiec niezrównoważony ze względu na jego ścisły związek z wylesianiem. Teraz podobny los spotkał olejowy sojowy.
Biopaliwa nie muszą być eko

Biopaliwa, takie jak biodiesel sojowy, są produkowane w procesie chemicznym, w którym olej roślinny pozyskiwany z soi reaguje z alkoholem, zwykle metanolem, i katalizatorem, w wyniku czego powstają estry metylowe – biodiesel oraz gliceryna jako produkt uboczny.
Takie paliwo może być mieszane z tradycyjnym olejem napędowym i teoretycznie ogranicza emisję gazów cieplarnianych w porównaniu z paliwami kopalnymi, ponieważ wykorzystuje surowiec pochodzący z upraw, które w trakcie wzrostu pochłaniają CO₂. Gdzie zatem pojawia się problem? Organizacje ekologicznie i niezależnie badania wykazują, że tego typu paliwa mogą generować więcej dwutlenku węgla niż tradycyjny olej napędowy, jeśli uwzględni się element wylesiania.
Soja jednym z głównych winowajców
Uprawy soi są jedną z przyczyn wycinania lasów tropikalnych, co nie tylko niszczy ekosystemy, ale także faktycznie zwiększa emisje. Wszystko dlatego, że bardzo dużo dwutlenku węgla uwięzione jest w glebie i każdy proces znacząco w nią ingerujący sprawia, że trafia on do atmosfery – a wylesianie jest takim procesem ze względu na wręcz wyrywanie korzeni drzew i rekultywacje gleby pod przyszłe uprawy rolnicze.
Dlatego też wzrost popytu na olej sojowy, w tym ten przeznaczony na biopaliwa, może stymulować ekspansję rolnictwa kosztem obszarów leśnych, niwelując korzyści klimatyczne, które rzekomo oferuje biodiesel pochodzenia roślinnego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: BMW robi auto na wodór. A Niemcy zamknęły 40% stacji
Zmiana kursu UE
Z tego względu Bruksela chce wprowadzić zmianę, wedle której biopaliwa pochodzące z upraw żywnościowych i paszowych, takich jak soja, przestaną być zaliczane do realizacji celów w zakresie energii odnawialnej UE. Dodatkowo firmy, które wprowadzają na rynek produkcji takie jak soja będą musiały wykazać, że nie pochodzi ona z terenów wylesionych po grudniu 2020 roku.
Oczywiście organizacje ekologiczne z zadowoleniem przyjęły zmiany dotyczące soi, jednak sektor rolniczy oraz organizacje handlowe wyrażają obawy co do ekonomicznych konsekwencji tej polityki. Unia Europejska zużywa rocznie od 30 do 34 milionów ton soi na paszę dla zwierząt i inne zastosowania przemysłowe. Wprowadzenie dodatkowych wymogów certyfikacyjnych podniesie koszta dla importerów, co przełoży się na wyższe ceny paszy, a tym samym większe koszta po stronie rolników europejskich.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Unia nałoży cła na chińskie hybrydy? Nowy pomysł Brukseli

