Jak podaje niemiecki dziennik Bild, Europa również ugnie się w sprawie samochodów elektrycznych i celów klimatycznych dotyczących przemysłu motoryzacyjnego. Niemiecka gazeta opublikowała dziś na swojej stronie internetowej wypowiedź Manfreda Webera, prezesa EPP największej partii w Parlamencie Europejskim, który stwierdził, że nie będzie zakazu sprzedaży samochodów spalinowych od 2035 roku.
Spowolnienie na rynku pokrzyżowało plany

Fot. Porsche
Tak ambitne cele redukcji spalin zostały wyznaczone przez Unię Europejską w 2022 roku – w momencie, w którym rynek samochodów elektrycznych rósł jak na drożdżach, a kraje oferowały liczebne benefity i ulgi dla osób decydujących się na zakup elektryka.
Tylko, że od tamtej pory sporo się wydarzyło. Samochody elektryczne stały się codziennością i straciły „efekt wow”, pojawiło się spowolnienie gospodarcze i ludzie zaczęli bardziej kalkulować swoje decyzje zakupowe, a dodatkowo zachęty od poszczególnych rządów uległy znaczącemu zmniejszeniu. To sprawiło, że samochody elektryczne zaczęły się sprzedawać zdecydowanie poniżej prognoz i jasnym stało się, że przejście na ten typ napędu do 2035 roku nie będzie możliwe w tych warunkach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Unia jeszcze bardziej utrudni lokalną produkcję baterii
Nawoływanie do zmian

fot. BMW
Producenci samochodów widząc coraz większe problemy ze sprzedażą samochodów elektrycznych zaczęli nawoływać o zmiany. W temat zaangażowały się największe marki, w tym także takie, które jeszcze chwile wcześniej stały na czele zielonej rewolucji – m.in. Volkswagen, Stellantis, Mercedes, czy BMW.
Producenci zaczęli podnosić argumenty o tym, że przy obecnym tempie sprzedaży i rozwoju technologii samochody są zbyt drogie, a sprzedaż niewystarczająca co zaowocuje zmniejszeniem produkcji, a tym samym redukcją etatów. A masowe zwolnienia to zawsze jest trudny temat z punktu widzenia społeczno-gospodarczego.
Warto również nadmienić, że jednym z motorów napędowych do odkręcenia zielonych reform okazały się Stany Zjednoczone. Po ponownym objęciu fotela prezydenta USA Donald Trump praktycznie od razu wycofał zachęty podatkowe dla osób kupujących samochody elektryczne, a nie dawno wycofał także limity narzucone przez normy CAFE.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: 600 milionów euro. Unia Europejska rzuca kasę także na wodór
Co dalej z limitem?
Oficjalnie potwierdzenie zniesienia zakazu sprzedaży aut spalinowych spodziewane jest we wtorek. Jednak wspominany wcześniej Weber powiedział: „Od 2035 będziemy będziemy oczekiwali 90% redukcji emisji CO2 dla nowo rejestrowanych samochodów”.
W praktyce oznacza to, że samochody z silnikami spalinowymi nadal będą mogły być sprzedawane, jednak jednocześnie samochody elektryczne będą znacząco musiały zwiększyć swój udział w rynku lub też będziemy potrzebowali nowych, bardziej wydajnych hybryd, które będą mogły pokonywać większe dystanse w trybie elektrycznym.
Wygląda więc na to, że producenci mogą odetchnąć z ulgą, bo nie będą musieli zamykać fabryk i przestawiać się na produkcje samochodów, które mogą się nie sprzedać. Kierowcy również mogą odetchnąć z ulgą, bo wygląda na to, że przeciętny Kowalski nie będzie przymuszony do przejścia na napęd, który obecnie jest droższy zarówno w zakupie, jak i w eksploatacji.
Warto również dodać, że światowe media nie potrafią uzgodnić wspólnej wersji dotyczącej roku 2040. Jedne tytuły, w tym m.in. Reuters podaje, że całkowity zakaz sprzedaży nie zostanie wprowadzony w 2040 roku, natomiast inne media donoszą, że jest to jedynie przesunięcie o pięć lat. Tak czy inaczej będziemy musieli poczekać do wtorku na w 100% pewną informację.
