Grupa Volkswagena zaliczyła ostatnio na tyle słabe wyniki, żeby zarząd zaczął bić na alarm i doszło do głębokich transportacji, które mają wyprowadzić koncern na prostą. Okazuje się jednak, że sprawy mogą wcale nie być takie proste i standardowe remedium korporacyjne na wszystkie problemy – zwolnienia grupowe – może tutaj nie wystarczyć.
W wywiadzie dla niemieckiego Bild am Sonntag Blume stwierdził, że na słabsze wyniki wpływ miało kilka czynników – m.in. cła w Stanach Zjednoczonych, a także pozostałym „dodatkowym” kosztom w branży motoryzacyjnej. Prezes grupy VW podkreślił przy tym jednak, że firmie udało się zrekompensować straty w znacznym stopniu, a obecna oferta cieszy się sporym zainteresowaniem.
Zmiana kursu

Fot. Volkswagen
Najważniejszą myślą przewodnią wywiadu jest jednak to, że zdaniem Bluma Volkswagen nie stoi przed „korektą kursu”, a fundamentalnymi zmianami na rynku motoryzacyjnym. Zdaniem prezesa drobne poprawki nie wystarczą i należy zredefiniować biznes, zwłaszcza że „opracowywanie, produkcja i eksport pojazdów z Niemiec już nie działa” – stwierdził głównodowodzący Volkswagena.
Te słowa są szczególnie interesujące, zważywszy na fakt, że niemiecki koncern przez lata działał dokładnie w takim modelu. Strategia zakłada teraz znacznie większe dostosowanie produktów do poszczególnych rynków oraz wzmocnienie lokalnego rozwoju tam, gdzie rozgrywa się kluczowa część biznesu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Nigdy więcej tego nie zrobimy”. Volkswagen przyznaje błąd
Rosnąca presja, zwłaszcza w Chinach

Fot. Volkswagen
Blume przyznał, że największe zmiany zeszły na rynku chińskim, który jest teraz znacznie trudniejszy i szybszy, szczególnie że działa na nim ponad 150 marek motoryzacyjnym. To wywołuje ogromną presję cenową i nakręca wyścig zbrojeń oraz szalone tempo wprowadzania innowacji. W takich warunkach standardowe modele biznesowe zachodnich producentów zwyczajnie na świecie nie są skuteczne.
Aby sprostać nowym wyzwaniom Volkswagen ma przejść kompleksową restrukturyzację. Oczywiście zacznie się od redukcji zatrudnienia w Niemczech i do 2030 roku prace ma stracić 50 000 z 280 000 osób, które firma zatrudnia w swojej ojczyźnie.
To jednak nie koniec zmian i firma ma analizować także swoje zdolności produkcyjne, zwłaszcza że nadmiar infrastruktury stanowi znaczące obciążenie finansowe. Jeszcze nie ma żadnych konkretnych planów na zamykanie fabryk, jednak nie można tego wykluczyć.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Volkswagen chce być jak Google. Tworzy „Androida dla samochodów”