groupe renault siedziba

Renault w potrzasku. Francuzi zbytnio zbliżyli się do Putina

Toyota, BMW, Volkswagen i inne marki zamykają swoje fabryki w Rosji i wstrzymują eksport samochodów do tego kraju. Renault milczy, bo w każdym scenariuszu straci. Albo twarz, jeśli pozostanie w Rosji, albo miliardy euro, jeśli się wycofa z sojuszu z oligarchą Putina. 

Od momentu inwazji Putina na Ukrainę, większość koncernów motoryzacyjnych podjęła decyzję o wycofaniu się z rosyjskiego rynku. Toyota oświadczyła, że nie tylko zamyka fabrykę w Petersburgu produkującą modele Camry i RAV4, ale także wstrzymuje całkowicie eksport innych modeli do tego kraju. Wycofania się z państwa, które zaatakowało Ukrainę, nie zadeklarowały między innym Kia, Hyundai oraz Renault. Francuzi są w wyjątkowo trudnej sytuacji, ponieważ z Rosją łączy ich sojusz. I nie chodzi tylko o fakt, że Renault ma ponad 60 proc. udziałów w spółce AvtoVAZ produkującej samochody Lada. Gorzej, że partnerem francuskiej marki w tym przedsięwzięciu jest Rostec, rosyjski konglomerat zajmujący się m.in. produkcją borni. A jeszcze gorzej, że na jego czele stoi oligarcha Siergiej Czemiezow, bliski współpracownik Putina (razem pracowali w KGB).

Powiązania te spowodowały, że od momentu wybuchu wojny akcje Renault potaniały o 25 proc. Inwestorom nie spodobało się nie tylko to, że Renault definitywnie nie odcięło się od Moskwy w tych dniach. Chodzi również o przyszłe przychody firmy. Te z rynku rosyjskiego stanowią aż 12 proc. całości. I z pewnością drastycznie spadną, bo cztery zakłady Lady w Rosji już stanęły. I nieprędko znowu ruszą, bo dotknięte sankcjami państwo nie otrzymuje od zagranicznych poddostawców części potrzebnych do produkcji.

Zdaniem analityków cytowanych przez Bloomberga i Automotive News, „rozważenie wyjścia z AvtoVAZ przez Renault byłoby całkowicie uzasadnione”. – Francuzi mogliby ponieść stratę, ale zachowaliby twarz – uważa Philippe Houchois. Zdaniem ekspertów taka „ucieczka” oznaczałaby dla Renault utratę  około 5 mld euro dochodów i 315 mln euro zysku.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że akcjonariuszem samego Renault jest francuski rząd. Póki co jego przedstawiciele wypowiadają się zdawkowo i lakonicznie. – Renault obiecało przestrzegać sankcji – to cały komentarz, na jaki zdobył się podczas rozmowy w radiu France Info Gabriel Attal, rzecznik francuskiego rządu. Z kolei rzecznik AvtoVAZ odmówił komentarza wykraczającego poza kwestie operacyjne. A rzecznik Renault powtarza jak mantrę, że „firma nadal monitoruje sytuację”.

Renault 15 lat temu zapłaciło za 25 proc. udziały w AvtoVAZ 1 mld euro. Zgodę na wejście Francuzów do spółki wydać miał sam Kreml. Później Francuzi dokupowali jeszcze akcje, łącznie inwestując w firmę produkcją Lady około 3 mld dolarów. Za przejęcie po stronie Renault odpowiedzialny był Carlos Ghosn, który osobiście spotykał się z Putinem. Dzisiaj tak o tym mówi. – Kiedy zdecydowaliśmy się zawrzeć sojusz z AvtoVAZ w 2007 r., wszystko było w porządku. To miało sens – opowiadał kilka dni temu w wywiadzie dla Bloomberg TV. I dodał, że jest „zaskoczony faktem, że dzisiaj Renault chowa głowę w piasek”.

W 2021 r. Lada sprzedała w samej Rosji aż 350 tys. samochodów i miała aż 21 proc. udziałów w tamtejszym rynku motoryzacyjnym. Poza granicami kraju sprzedano tylko 35 tys. aut. To oznacza, że marka jest w 90 proc. uzależniona od rynku lokalnego. Źle to wróży w sytuacji, gdy praktycznie cały świat nałożył sankcje gospodarcze na Rosję, a wartość rubla w ciągu kilku dni spadła o 50 proc. – Historycznie, w czasach recesji w Rosji AvtoVAZ zawsze przynosił duże straty – przypomina Charles Coldicott, analityk firmy Redburn.

To nie pierwszy raz, kiedy AvtoVAZ staje się kulą u nogi Renault. Pierwszy miał miejsce już rok po tym, jak Francuzi zainwestowali w rosyjską spółkę. Był 2008 r., wielki kryzys i wartość AvtoZAZ mocno spadła. Carlos Ghosn wykorzystał jednak sytuację do przejęcia kontroli nad przedsiębiorstwem. W ten sposób firma miała zdobyć przyczółka na jednym z największych rynków wschodzących. Dzisiaj okazuje się on rynkiem zachodzącym.